Kosmoenergetyka i inne cuda

Jednak jestem mocno niedokształcony: za jedne 2000 zł w 3 dni mogę zyskać w Poznaniu tytuł: Magister Progresor Kosmoenergetyki Klasycznej z dodatkowymi kanałami!

Oczyszczą mnie też energetycznie z ciemnych energii, sił i różnych typów istot bezcielesnych, klątw, przekleństw i uroków, przysiąg, przyrzeczeń, ślubów, kontraktów i innych zobowiązań, zablokowanych czakr, połączeń energetycznych z innymi osobami i istotami duchowymi, z negatywnego zaprogramowania duszy … no i oczywiście wszelkich chorób. Nie trzeba lekarzy, taki magister kosmoenergetyki leczy fantomowo, czyli na odległość.

Pseudonaukowe nonsensy mogą się laikom wydawać poważną nauką. Chociaż nie ma śladu badań potwierdzających ich skuteczność, to przecież nikt tego nie będzie sprawdzał.

  1. Biorezonans magnetyczny.
  2. Kwantowa analiza ciała.
  3. Platforma Schumana.
  4. Struktogram – oferują już MBA w oparciu o podział mózgu na 3 części. Mój ma nieco więcej.
  5. Magnetoterapia w leczeniu raka – prawdziwa zgroza, narażanie zdrowia powinno być ścigane z urzędu!
  6. Muzykoterapia Dogłębna – Komórkowa

Niestety, medycyna z magią nie wygra … “Fronda” ostatnio odgrzała stare badania rosyjskich uczonych z Prawosławnej Akademii Nauk twierdzące, że prawosławny znak krzyża zabija zarazki i zmienia gęstość optyczną wody, a jej gęstość zwiększa się bardziej duchownym, a mniej świeckim, bo woda rozpoznaje stopień wiary oraz dokładność wykonanego znaku. Liczba zarazków spada nawet 1000 razy! Ciekawe, czemu średnia długość życia tak spadła prawosławnym …

James Randi zdemaskował raz oszusta Petera Popoffa, którego sense religijno-uzdrowicielskie przyciągały tysiące ludzi. Przed ceremonią sami pisali co im dolega i podawali nazwiska i adresy, w czasie celebracji Popoff wywoływał nazwiska i wiedział co im dolega, pozując na jasnowidza. Randi podsłuchał jak żona nadaje mu te informacje przez radio. Po paru latach Popoff z żoną wrócił na scenę sprzedając historyjkę o cudownej wodzie ze źródełka w Czarnobylu, która ocaliła chrześcijan przed promieniowaniem. Warto obejrzeć film o Randim “Uczciwy oszust”, pokazuje go u nas Planete+
https://en.wikipedia.org/wiki/An_Honest_Liar

Advertisements

About wduch

Google: W. Duch
This entry was posted in Cudowne uzdrowienia, Paranormalne. Bookmark the permalink.

9 Responses to Kosmoenergetyka i inne cuda

  1. Bezimienny says:

    Jakie jest stanowisko naukowego establishmentu na temat Binaural beats? https://en.wikipedia.org/wiki/Binaural_beats Czy to działa, pomijając efekt placebo? Czy słuchanie takich dźwięków pomaga w leczeniu, kreatywności i uczeniu się? Na stronie : http://www.brainsync.com można przeczytać wiele pozytywnych słów na temat tej techniki. Czy można im zaufać – czy jest to kolejny bełkot życzeniowy i pseudonaukowy? Osobiście uważam, że jest to bełkot, ponieważ słuchanie monotonicznych dźwięków jest po prostu zbyt proste. Właśnie po tym poznajemy bełkot – jest zbyt uproszczony. Czasami słyszymy, jak fizycy teoretycy mówią, że prawa fizyki są proste. To prawda, ale oni mają całkowicie co innego na myśli.

    • wduch says:

      Słusznie, twierdzenia na stronach internetowych to zwykle propaganda i trzeba być nieufnym wobec prostych procedur jako leku na wszystko. Jednakże takie dudnienia obuuszne wywołują różne zmiany w mózgu a ich efekty są badane przez psychiatrów, nawet w moim labie studenci wykonali jedną pracę na ten temat.
      Tu jest praca przeglądowa: “Auditory Beat Stimulation and its Effects on Cognition and Mood States” z Frontiers of Psychiatry, 2015.
      Wyniki w niej omawiane są często ze sobą sprzeczne, jedni widzą efekty, inni nie. Obserwowane zmiany w pracy mózgu za pomocą EEG nie świadczą o tym, że następują jakieś korzystne zmiany pamięci czy innych funkcji. Jest kilka prac, które wydają się obiecujące, w których przez np. miesiąc pół godzinny dziennie słuchano dudnień o różnej charakterystyce. Poprawa (niewielka) dotyczyła pamięci jak i kreatywności, redukcji stanów lękowych, poprawy jak i pogorszenia różnych składowych nastroju. Tych badań nie można jednak traktować jako jednoznacznego potwierdzenia efektów, bo wyniki są często sprzeczne. Być może wpływ na niektóre funkcje, przy odpowiednio dobranych parametrach, może się okazać pozytywny. Stany lękowe, choroby psychosomatyczne są związane z aktywacjami różnych obszarów mózgu, trudnymi do jednoznacznej subiektywnej identyfikacji. Dudnienia mogą się przyczynić do pewnego “rozmycia” takich aktywacji tak, że przestaną być zauważane, będą zbyt rozproszone by je wewnętrznie zidentyfikować jako lęki.
      Są to jednak tylko moje spekulacje na temat możliwego mechanizmu dudnień obuusznych, dobrych wyników je potwierdzających niestety nie mamy.

      • Bezimienny says:

        Nie wiem, czy Profesora dobrze zrozumiałem, ale czy to oznacza, że działanie dudnienia obuusznego zależy od osoby – jednym pomaga a innym nie (czy mogą być przypadki, że niektórym ludziom to zaszkodzi?). Każdy człowiek ma inny mózg, podobnie jak każdy człowiek ma inaczej wyglądającą twarz. Więc wydaje się to być zrozumiałe. Jeśli to prawda, to nie ma sensu czekać na ogólne wyniki badań potwierdzające korzyści dudnienia dla dowolnej osoby. Każdy człowiek będzie musiał pójść do laboratoriom i się przebadać indywidualnie jeśli chce z tego korzystać.

      • wduch says:

        Problemem badań jest często uśrednianie, a jeśli są silne różnice indywidualne trzeba z tym uważać. Być może z tego wynika brak jednoznacznych badań w sprawie dudnień. Poza tym staramy się zrozumieć mechanizmy działania różnych form stymulacji, a tu jest to zupełnie niejasne. Możemy jednak trochę pospekulować. Dudnienia mogą pobudzić duże obszary kory mózgu i zmienić jego sposób działania, z analizy EEG widać, że wzrasta moc w niskich częstościach, w paśmie teta, odpowiadającym dłuższym i wolniejszym falom.
        Może to więc działać podobnie do neurofeedback. Złożone czynności, np. granie muzyki z nut, wymagają synchronizacji odległych obszarów mózgu. Połączenia między tymi obszarami można wzmocnić pod warunkiem, że obszary będą jednocześnie aktywne przez czas dostatecznie długi by doszło do ich synchronizacji. Tak się dzieje gdy mamy fale teta. Może to też wpłynąć na przełamanie schematycznego myślenie, obsesje czy stany depresyjne. Być może połączenie dudnień z próbą wykonywania mentalnych ćwiczeń może wpłynąć na wzmocnienie takich połączeń i zmianę neurodynamiki. Nie skreślał bym więc dudnień obuuszunych, ale znalezienie optymalnej formy stymulacji może być trudne i zależne od indywidualnej osoby,

  2. Filip Górka says:

    A homeopatia to w końcu medycyna czy magia?
    Jeśli magia, to dlaczego trafiam na coś takiego: http://www.drmichalak.pl/homeopatia.htm ?
    Jak laicy mają odróżniać pseudonaukę, skoro naukowcy, lekarze, jej nie odróżniają?
    Tym bardziej, że ich dziecku akurat pomogło, w przeciwieństwie do wszystkiego czego do tej pory próbowali.

    • wduch says:

      Niestety magia. Polecam dwie książki, które to dokładniej wyjaśnią:
      Ben Goldacre, Lekarze, naukowcy, szarlatani. Od przerażonego pacjenta do świadomego konsumenta. Wyd. Helion 2011.
      John Diamond, “Cudowne mikstury i inne troski”, która jest “nie tylko biczem na szarlatanów przemysłu alternatywnej medycyny, ale także obrońcą lekarzy”.
      Polecam też znakomity artykuł S. Barrett, W.T. Jarvis, “Jak sprzedaje się cudowne mikstury”
      http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,4369

      Pana pytanie jest oczywiście bardzo ważne: jak odróżnić naukę od fikcji, skoro sami naukowcy od czasu do czasu zjeżdżają na manowce.
      Przykłady takich naukowców podaje Mike Shermer w swoich książkach i wykładzie na TED

      Wymaga to dłuższego wyjaśnienia, a za dużo mam pilnych spraw by się rozpisywać. Pisuję tu tylko w podróży lub wieczorami jak się zmęczę …
      Trochę jest w moich notatkach do wykładu, również o homeopatii.
      http://www.is.umk.pl/~duch/Wyklady/Kog1/03-para.htm

      Wklejam poniżej fragmenty tych notatek, ale Goldacre i Diamond piszą znacznie więcej.

      Nikt nie może zabronić przeprowadzenia badań nad skutecznością leków zgodnych ze standardami medycznymi (tzn. za pomocą metod “podwójnej ślepej próby”). Jeśli nie ma wyników takich badań nie można twierdzić, że lek jest skuteczny, bo gdzieś pojedynczej osobie się poprawiło; w dużej grupie zawsze się znajdą takie osoby.
      W przypadku preparatów homeopatycznych i innych cudownych mikstur wszelkie próby pokazywały, że takie preparaty nie działają lepiej od placebo. Leki homeopatyczne są produkowane przez różne koncerny, które nie wydają nic na badania a są nie mniej chciwe niż wszystkie inne koncerny; porównajmy koszty wprowadzenia nowego leku (około miliarda USD) i koszty wymyślenia nowego roztworu homeopatycznego (bliski zeru).

      “Efekt eksperymentatora” to nieświadome nastawienie prowadzącego eksperyment i wynikające z tego fałszywe oceny wyników a także nieodpowiednie przygotowanie samego eksperymentu. Widzimy to co chcemy widzieć, chociaż wydaje się, że jesteśmy obiektywni. Dlatego prawidłową metodologią jest metoda podwójnie ślepej próby.

      Homeopatia: substancje wywołujące podobne symptomy do choroby powinny działać leczniczo.
      W starożytności dominowało rozumowanie przez analogię: jeśli deszcz jest konieczny by ziemia rodziła to wystawianie łona na deszcz jest dobrym pomysłem na zajście w ciążę (Afryka, Indie).
      To stary pomysł, ale jedzenie mózgów pokonanego wroga na Nowej Gwinei wcale nie wzmaga męstwa ani nie zwiększa mądrości kanibali, a jedzenie mózgów wściekłych zwierząt w nadziei na uleczenie wścieklizny kończy się chorobą. Niestety historia medycyny pełna jest błędnych przekonań, które przyczyniały się do śmierci pacjentów.

      Laboratorium francuskie badało wpływ roztworów homeopatycznych na wzrost kultur komórkowych. Redakcja Nature wysłała tam specjalistów, ale szybko się okazało, że mamy do czynienia z efektem eksperymentatora, a nie prawdziwym związkiem przyczynowym.
      Madeleine Ennis w 1999 roku opublikowała rezultaty badań nad roztworami coraz bardziej rozcieńczonej histaminy, które miały wpływać na leukocyty; próba powtórzenia tych badań w ściśle kontrolowanych warunkach skończyła się niepowodzeniem.
      Jedno z najważniejszych pism medycznych, The Lancet, w 2005 roku porównało 110 serii kontrolowanych badań uwzględniając efekty placebo, w których stosowano leki homeopatyczne i konwencjonalne dla tego samego rodzaju chorób.
      Jedynie dla mało licznej grupy pacjentów, gdy ujawniają się przypadkowe efekty statystycznych odchyleń (akurat sie komuś poprawiło z całkiem innych przyczyn), leki homeopatyczne wydawały się mieć jakiś wpływ, ale okazał się on iluzoryczny gdy badano większe grupy.
      Pomimo usilnych prób nie udało się pokazać żadnych efektów leków homeopatycznych: Kampania 10:23 przedawkowania dużych ilości takich “leków” prowadzona w kilku krajach (w tym w Polsce) pokazała, że mają zerowy wpływ na zdrowie.
      Prof. medycyny Andrzej Gregosiewicz napisał wiele artykułów wyśmiewających homeopatię. W 2008 roku Warszawski Sąd Okręgowy odrzucił pozew Izby Gospodarczej „Farmacja Polska”, oskarżający go o spadek zainteresowania homeopatią.

      Wprowadzenie nowego leku wymaga przebadania ponad 10 tysięcy substancji, kosztuje ponad miliard dolarów (głównie ze względu na długoletnie badania skuteczności i potencjalnych efektów ubocznych); ile kosztuje wymyślenie nowego leku homeopatycznego i jak on jest testowany? Jaki jest zysk na wodzie sprzedawanej jako lek, a jaki na prawdziwych lekach?
      Czy nie lepiej sprzedawać wodę, przynajmniej nie trzeba się martwić o efekty uboczne (jaki i żadne inne).
      W USA Agencja ds. Żywności i Lekarstw nie wydaje licencji na „leki” homeopatyczne od 1970 roku.
      Nasza Sejmowa Komisja Zdrowia w ustawie „Prawo farmaceutyczne” pozostawiła zapisy pozwalająca na to by produkty homeopatyczne nie musiały wykazywać dowodów skuteczności terapeutycznej i były dopuszczane do obrotu w sposób uproszczony bez żadnych badań kontrolnych. Gratulacje! Brakuje tylko tytułów “dyplomowany szaman”, bo “dyplomowany radiesteta” to już jest w Polsce tytuł zawodowy.
      Pojedyncze przypadki – mnie pomogło – o niczym nie świadczą, potrzebna jest statystyka i systematyczne badanie, by uniknąć efektu obserwatora i udowodnić związek przyczynowy.
      Dopóki nie ma jednoznacznych wyników badań nic naprawdę nie wiemy. Wyzdrowienie i terapia może się przypadkowo zbiec w czasie, może to być opóźniony efekt wcześniejszej terapii lub naturalne zmiany organizmu, zachodzące zwłaszcza w okresie dojrzewania dziecka. Może od tego cudownego leku jeden wyzdrowiał i chwali, a większości się pogorszyło? Skąd wiemy, czy nie ma efektów ubocznych? Właśnie dlatego badania są takie drogie i trwają tak długo, od badania toksyczności na komórkach, tkankach i zwierzętach do prób klinicznych na ludziach.

      Historia homeopatii i jej twórcy Samuela Hahnemanna pełna jest nieporozumień i związana z okultystycznymi doktrynami Emanuela Swedenborga.
      Homeopaci powtarzają, że leczą “ludzi nieprzytomnych, noworodki oraz zwierzęta i rośliny co wyklucza efekt placebo”, ale nie ma na to żadnych wiarygodnych dowodów.
      Homeopaci nazywają “medycynę akademicką” alopatią, bo leki mają działanie przeciwne do objawów choroby, a homeopatia stosuje środki wywołujące objawy podobne do objawów choroby. Sprowadzanie działania leków do wywoływania podobnych objawów to przykład skrajnego prymitywizmu myślenia: mechanizmy biologiczne są niezwykle skomplikowane i nie ma tu jakiegoś jednego, uniwersalnego “prawa leczenia”. Podobnie można każdą chorobę psychiczną przypisać złym demonom i leczyć egzorcyzmami.

Zostaw odpowiedź

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s