Tzu Chi i wspólnota

Wędrując po Tampines i Pasir Ris w Singapurzue trafiłem na dużą świątynię z napisem: Buddhist Tsu Chi Foundation. Zajrzałem do środka i zaraz zajęła się mną jedna “siostra”. Żeby uniknąć religijnych sporów nie mają tam nawet posągu Buddy, zachęcają każdego by się przyłączył. Zajmują się głównie działalnością społeczną i proekologiczną.

Cheng Yen, mniszka z Tajwanu, którą założyła Tzu Chi, powinna dostać pokojową nagrodę Nobla. No bullshit! 10 milionów woluntariuszy, bo trudno ich nazwać wyznawcami. Reguły pomocy niesionej ofiarom klęsk żywiołowych w różnych krajach są jasne: żadnej polityki, propagandy czy religii. Są naprawdę dobrze zorganizowani.
Wikipedia: http://en.wikipedia.org/wiki/Tzu_chi 

Raz w miesiącu mają tu spotkania po angielsku, puścili z wideo trochę informacji o ostatnich działaniach swojej organizacji w udzielaniu pomocy, film o gościu, który wyszedł z alkoholizmu, ale żadnej indoktrynacji, spotkanie prowadziła woluntariuszka. Kilka młodych osób opowiadało, jak oszczędzać wodę, prąd, energię elektryczną, ale też jak siebie wychować – jak się wściekam to wrzucam do skarbonki pieniądze. Taki rachunek sumienia w połączeniu z kara, o dziwo nie potrzeba do tego kapłana, ale przydaje się wsparcie grupy. To ciekawy pomysł: strategia wychowywania siebie. Jak chciałbym się zmienić? Jak mam siebie oceniać? Jak nagradzać i karać?

Przez pół godziny rozmawiałem z zajmującą się mną “siostrą”, o parę lat młodszą ode mnie, działała w różnych grupach buddyjskich, ale tu się jej najbardziej podoba, mało gadania a dużo działania, na rzecz biednych, samotnych, chorych na AIDS … Ludzie chcą robić coś dobrego. Woluntariat jest tu znacznie silniejszy niż u nas. My mamy swoje zrywy – np. WOŚP, z której jesteśmy jako kraj dumni – ale to nie to samo co wysyłanie swoich dzieci do pracy w szpitalach i hospicjach. To uczy pokory, przypomina, że państwo czy kościoły nie są wszechmocne, nie zastąpią współczującego woluntariusza. To jest też spoiwo społeczne, które powoduje, że na tydzień przed świętem narodowym na blokach prawie w każdym oknie wisi flaga Singapuru, państwa, które właśnie będzie obchodzić 47 lat od swojego powstania.

About wduch

Google: W. Duch
This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

5 Responses to Tzu Chi i wspólnota

  1. Andrzej says:

    Dzień Dobry

    Mówi Pan ” Ludzie chcą robić coś dobrego”.
    1. Są już tak bogaci i/lub bezpieczni (poczucie bezpieczeństwa), że ich na to stać, czy raczej wyewoluowali (po kantowsku) w tym kierunku (“spoiwo społeczne” – czyli się opłaca, ale na wyższym/ innym poziomie społecznego rozwoju?) ?
    2.. “Są naprawdę dobrze zorganizowani”.
    To musi kosztować, kto to finansuje?

    Może jestem zbyt nieufny, ale zachowania altruistyczne nie są normą (patrząc na ogół ludzkiej populacji). Skąd zatem duża popularność takich postaw w tym miejscu ? (Patrz punkt 1.)

    Andrzej

  2. Adam Zalewski says:

    Ciekawy przykład i jakże słuszne spostrzeżenia. Kwestia budowania własnej osobowości poprzez pracę nad sobą (wspomniane “wychowywanie siebie”) intryguje mnie od dawna. Może jest to najwłaściwsza odpowiedź na pytanie: “Gdzie szukać Boga?”, kimkolwiek by dla nas nie był?
    Istotnie – podany przykład stoi w jawnej sprzeczności z naszą rozmodloną rzeczywistością. Nie trudno dostrzec fakt, że nasz naród żyje zrywami. Autentyczny humanizm prezentujemy nie na co dzień, lecz od święta. Hipokryzja i arogancja kleru jest wszechogarniająca i można nad tym jedynie ubolewać, zwłaszcza że lęk przed kościelną instytucją zdominował polityków, co ma bezpośredni wpływ na jakość naszego życia – naszych obyczajów.
    Świadomość istnienia autentycznych pozytywnych wzorów zachowań jest więc szczególnie cenna. Warto i trzeba o tym pisać.
    Cieszę się, że Pan Profesor poruszył tak ważny, tak istotny temat.

    Adam Zalewski

    • wduch says:

      Podział na Wschód i Zachód jest oczywiście naiwny i skrajnie uproszczony, ale można odnieść wrażenie, że u nas dominują kwestie ideologiczne – godność zapłodnionego jaja – a tu liczy się realne cierpienie.

      Oprócz dobrego serca potrzeba jednak sporo rozumu. Słuchałem paru wystąpień woluntariuszy Tsu Chi zalecających oszczędzanie metodą wykręcania żarówek czy ograniczania ilości spuszczanej wody z pewnym zażenowaniem. To też takie zrywy, chociaż na mniejszą skalę, ale mało sensowne. Na TED w Poznaniu nasz znakomity kompozytor Jan Kaczmarek opowiadał o swoim zaangażowaniu w walkę z genetycznie modyfikowaną żywnością. Ludzie w dobrej wierze marnują życie. Jak wybrać rozsądnie mając tyle możliwości wyboru? Nie uczymy krytycznego myślenia, sceptycyzm często traktowany jest jako zagrożenie tradycji.

      W Children’s Hospital w Cincinnati, gdzie pracują moi byli i obecni podopieczni, jest pomnik Alberta Sabina, urodzonego w Białymstoku. Wszyscy łykaliśmy jego szczepionkę na chorobę Heine-Medina, którą właśnie odkrył w Cincinnati. Sabin mógł zająć się pomaganiem chorym, ale zamiast tego siedział w laboratorium i dzięki temu ludzkość uniknęła wielu cierpień, chorobę udało się wyplenić całkowicie w Europie i prawie całkowicie w reszcie świata. Nie każdy ma tyle szczęścia być odkryć coś równie pożytecznego ale to dobra motywacja dla takich ludzi jak ja, zastanawiających się nad czym warto pracować.

      • Jacek says:

        Krytyczne i sceptyczne spoglądanie nie jest w modzie, zbyt dużo krytyki ustawia nas jako nudziarzy i marudów. Osobiście często mam bardzo krytyczny pogląd na wiele rzeczy (do siebie też – najbardziej mnie to męczy:), dodatkowo często jest się samotny w tym. Bycie samodzielnie myślącą jednostką dla wielu jest nie do pomyślenia ze względu choćby na poczucie wspólnoty z innymi członkami grupy.
        Czasem zastanawiam się nad takimi osobowościami jak Grigorij Perelman i wydaje mi się, że rozumiem dlaczego jest taki a nie inny – taka postawa wobec życia wymaga, niezależności, sceptycznego myślenia, dużej odwagi (druga ewentualność to mentalna choroba – w co raczej powątpiewam).
        Dla większości jest to niemożliwe bycie innym niż tylko konsumentem.
        Cieszy mnie to, że co raz łatwiej jest dostępna wiedza (internet), to wdaje się być kluczem do zmian jakościowych w społeczeństwach – dostęp do informacji.

      • wduch says:

        Dostęp do infromacji sam w sobie rodzi chaos, trzeba najpierw mieć sensownie poukładany obraz świata by wiedzieć co jest infromacją a co fłaszyką, jak w moim ostatnim poscie “Religia i Einstein”.

Zostaw odpowiedź

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s