Wciskanie kitu

Internet to świetna maszynka do powielania bełkotu. Czemu wszyscy przedrukowują materiały reklamowe a nikt nie wysili się by poszukać, czy są jakieś niezależne badania weryfikujące twierdzenia producenta? Wiarygodne gazety czy pisma powinny sprawdzać informacje, a tymczasem widzimy ciągle tylko przedruki reklamówek i wywiady z przedstawicielami firm zachwalającymi swoje produkty.
Recenzje programów sprowadzają się do wymienienia ich własności, pisane są widocznie przez ludzi, którzy nie są ich poważnymi użytkownikami.
Nikt nie pisze, skąd wiadomo, że twierdzenia producentów są prawdziwe, zwłaszcza w przypadku produktów związanych ze zdrowiem. Podaje się co najwyżej anegdotyczne historyjki typu “koledze takie okulary z dziurkami lub żółtym odblaskiem pomogły”. Jak mierzono ich quasimedyczne zalety? Kupienie każdych drogich okularów (muszą być drogie, inaczej nie będzie efektu) subiektywnie będzie odczuwane jako poprawa w krótkim terminie, to znany w psychologii efekt Hawthorn. Cokolwiek się zmieni zawsze chwilowo subiektywnie się poprawi, bo takie są nasze oczekiwania i tak działa efekt placebo. Jak można się nabrać na stwierdzenie, że światło szkodzi a okulary je tłumią? Wystarczy zmniejszyć jaskrawość monitora i zwiększyć kontrast by uzyskać ten sam efekt.

Gdzie się podziała ciekawość i sceptycyzm dziennikarzy, którzy powinni wkoło pytań “Skąd to wiadomo”? Może by ktoś stworzył portal oceniający na ile prawdopodobne są twierdzenia producentów, którzy wciskają nam kit? W Wielkiej Brytanii jest znakomity portal dr Bena Goldacre poświęcony zdrowiu, http://www.badscience.net/. Goldacre jest autorem znakomitej książki “Lekarze, naukowcy, szarlatani. Od przerażonego pacjenta do świadomego konsumenta”, Wyd. Helion 2011, opisującej wyczyny przemysłu farmaceutycznego i alternatywnej medycyny, jaki i głupotę dziennikarzy pisujących na takie tematy. Problem jest jednak szerszy i wymaga grupy ludzi skłonnych poświęcić nieco czasu tropieniu mało wiarygodnych twierdzeń. Bez tego nie mamy szans oddzielić ziarno od plewów.

About wduch

Google: W. Duch
This entry was posted in Kognitywistyka, Racjonalizm and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

20 Responses to Wciskanie kitu

  1. Piotr Mądry says:

    We wczesnych latach 90-tych nawet siatkowe ekrany na monitory schodziły. Gdzie one sie podziały?

  2. DZ says:

    Dobry wieczór Panie Profesorze,
    ciekawy temat Pan poruszył. Najgorsze, ze w życiu na co dzień nie bardzo możemy się obronić przed tym kitem, bo albo nie mamy sił do poszukiwań, albo nie doceniając nas samych uznajemy to, co te autorytety nam mówią.
    Wiadomo, trzeba samemu chcieć, ale czyż tak nie jest wygodniej…

    A odchodząc nieco od tematu, jak Pan myśli, czy jest szansa, że palenie papierosów nie jest aż tak bardzo złe, jak to się mówi?

    Wszystkiego dobrego i sukcesów w nowym roku słonia, konia, czy innego bażanta🙂

    Pozdrawiam
    Daniel Zwoliński

  3. Filip Górka says:

    No dobrze, ale co z tak częstymi, kategorycznymi stwierdzeniami naukowców, racjonalistów że coś jest nieprawdą, czegoś nie ma na pewno bo nauka tego nie potwierdza, nie ma dowodów, itd.

    Czy to też nie jest wciskanie kitu? A jeśli jest to czy w takim razie możemy mieć pewność że coś co dziś jest kitem jutro (albo za 1000 lat) też nim będzie?

    Wydaje mi się że wciskanie kitów należy podzielić na:
    – nie podlegające dyskusji, np. 2 + 2 = 5
    – wydaje nam się że to kit, ale nie wiemy na pewno, np. Bóg istnieje (bądź nie w zależności co kto lubi).

    I problem polega na tym że wiele kitów ciężko zaliczyć do tej pierwszej kategorii bo nie ma się wiedzy, trudno ją znaleźć, albo za dużo czasu trzeba poświęcić na szukanie… a pokusa uwierzenia nieraz jest bardzo duża. np. lek na raka, szczególnie gdy akurat na niego choruję i zostało mi 3 miesiące…

    • wduch says:

      To prawda, nie można być niczego całkowicie pewnym, ale są rzeczy, które są bardzo nieprawdopodobne, są ludzie, którzy mają większe szanse na zrozumienie sytuacji. Nawet Dawkins nie pisze, że Boga nie ma tylko że jest to bardzo nieprawdopodobne.
      Chodziło mi jednak o coś innego: media publikują ulotki reklamowe nawet nie próbując zweryfikować podawanych wiadomości. Zamiast próbować szukać wiarygodnych wiadomości i działać racjonalnie większość ludzi zadowala się medialną papką. Powinniśmy więcej wymagać od dziennikarzy, jak zaczniemy wytykać ich błędy to może zrobią się ostrożniejsi i Newsweek przestanie publikować polityczne horoskopy dla Polski.

      • Filip Górka says:

        czytelnicy mediów elektronicznych to robią używając w tym celu możliwości komentowania artykułów, korzystając z anonimowości i łatwości komentowania. czasem jednak odnoszę wrażenie że efektów brak. liczą się statystyki wejść, kliknięć, itd.

        poza tym uważam, że te kity to cena za darmową informację. może nie najlepszej jakości, ale czasem się coś ciekawego trafi.

        co innego płatne treści typu tradycyjna gazeta. płacę to wymagam. chyba najlepszą formą nacisku jest ich nie kupowanie. jeśli zyski nie spadną wydawca będzie głuchy na protesty moim zdaniem.

        może to świadoma strategia czasopisma – zmieńmy się w tabloid.
        liczą się z odpływem małej grupy odbiorców krytycznych. liczą na masy🙂
        nie sposób z taką strategią walczyć protestami. szkoda czasu i zdrowia wydaje mi się.
        Pan przestaje czytać, 10 miłośników astrologii politycznej zaczyna swoją przygodę z pismem. Interes się kręci.

  4. Kamil Gruba says:

    Witam. Z dobrą inicjatywą wyszedł Emanuel Kulczycki: http://ekulczycki.pl/warsztat_badacza/katalog-blogow-naukowych/ . Dobrych blogów jest coraz więcej co nie zmienia jednak faktu, że to co prezentują publiczne media to jakiś dramat. U schyłku lat 80 i na początku 90 w publicznej telewizji było bardzo dużo programów może nie o statusie naukowym ale o popularnonaukowym. Na temat kryzysu telewizji pisze ciekawie Bogdan Miś : http://bogdan.wordpress.com/2011/12/25/telewizja-tfu-co-dalej/. Swoją drogą Pana strona z wykładami to niesamowite źródło wiedzy – odwiedzam ją regularnie bardzo się cieszę, że założył Pan również bloga. Pozdrawiam

  5. sceptyk says:

    Wszystkim, którzy lubią sceptyczne podejście do rzeczywistości polecam portal http://www.csicop.org/si/
    jest tam mnóstwo świetnych artykułów na temat zjawisk niewyjaśnionych.
    Jeśli miałbym wybrać, te produkty, które reklamowane są największą ilością bzdurnych stwierdzeń to wybrałbym ,,leki” homeopatyczne i plastry detox.

  6. Takie środowisko debunkerów (wymowne, iż w Polsce słowo praktycznie nieznane) już istnieje. Nie jest specjalnie wpływowe, nie jest wielkie, w ogóle niepropocjonalne do skali tego co należałoby prostować… ale istnieje. Trend jest dość optymistyczny. Cztery lata temu klasycznych debunkierskich stron mieliśmy może z 5, dziś znam ich 50 (licze w tym Pana stronę). To oczywiście nic z tym jak wygląda to np. w USA, gdzie takich blogów, stron, organizacji jest – nie chce bezmyślnie rzucać liczbami – ale pewnie ze 100 tysięcy. Także krok po kroczku. Serdeczności

    • wduch says:

      Jest trochę takich stron, ale jak wpłynąć na dziennikarzy pisujących w gazetach, by im uświadomić, że ich obowiązkiem jest weryfikacja tego pod czym się podpisują?

      • Przemek says:

        Jeżeli dziennikarzy artykułów na portalach rozlicza się z liczby obejrzeń artykułu, to nie ma co liczyć, że będą troszczyć się o jakość prezentowanej informacji. Tym bardziej, że ilość pracy, którą trzeba włożyć w napisanie sensownego artykułu opartego o weryfikowalne dane jest nieporównywalnie większa niż napisanie byle jakiego artykułu z ładnym zdjęciem i chwytliwym tytułem.
        Moim zdaniem najsensowniejsza ścieżka to edukacja Kowalskich i Nowaków, rozwijanie w nich krytycznego i samodzielnego myślenia. Jeżeli w szkołach i na studiach ludzie są uczeni bezkrytycznego łykania opinii i prowadzenia za rączkę łatwą ścieżką to nawet najlepszy redaktor nic nie zmieni.

  7. mind says:

    Panie Prof. choć to przykre obawiam się, że jak zwykle chodzi o finanse. Za teksty gloryfikujące zalety danego produktu zapłaci producent. Kto zaś zapłaci za rzetelne badania, które mogą podważać “zalety” produktu?
    Znajdziemy jednak kilka (polskich) blogów pisanych przez pasjonatów którzy wkładają wysiłek w tropienie absurdów. Szczerze wątpię czy ktokolwiek im za to płaci…
    Podrzucam kilka mi znanych:
    http://mitynauki.pl/
    http://modnebzdury.wordpress.com/
    http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/
    http://www.tomaszwitkowski.pl

    Pozdrawiam serdecznie!
    stały czytelnik bloga.

    • wduch says:

      Dziękuję za te uwagi i adresy, na pewno bardzo przydatne, czytanie niektórych tekstów na tych stronach to prawdziwa przyjemność, do niektórych zaglądałem już dawniej. Dodałbym do tego artykuły z portalu Racjonalista. Jednak rzadko w tych miejscach pojawiają się artykuły podważające twierdzenia producentów, np. nadchodzących rewelacyjnych okularów Gunnar za jedyne 400 złotych, z niesamowitą technologią, dzięki której przejdą nam bóle głowy i karku (jak czytam w dziale technologie.gazeta.pl) …

      Zastanawiałem się jak wpłynąć przede wszystkim na media i dziennikarzy, którzy odpowiedzialni są za szerzenie bzdur. Może dziennikarze masowo krytykowani poczują się w obowiązku pisać nieco bardziej krytycznie? W końcu tylu jest chętnych młodych dziennikarzy, którzy chcą pisać tak, by się to podobało, a jak zobaczą liczne krytyczne komentarze to może zaczną być bardziej ostrożni?

      Kiedy widzę w Newsweeku PL długi artykuł o przepowiedniach astrologa na rok 2012, z uwagą, że to po raz trzeci poprosili astrologa i “można wierzyć, można nie wierzyć” to zastanawia mnie czemu nie ma analiz przepowiedni z minionych lat? Trzeba im wkoło pisać w komentarzach: co się stało z przepowiedniami z zeszłego roku?

      • mind says:

        Oczywiście nie uważam, że powinno się robić tylko te rzeczy które przynoszą dochody finansowe. Jednak podejrzewam, że ten czynnik ma duże znaczenie.
        Istnieje jednak moim zdaniem potencjał w polskim internecie na utworzenie naszego odpowiednika badscience.com.

        Potrzeba właśnie jednego miejsca gdzie można by połączyć siły. Prowadzenie samodzielnie bloga jest czasochłonne ale jeśli prowadzić portal z kilkunastoma redaktorami to pozwala to na w miarę regularny przypływ wartościowych treści.
        Oczywiście prowadzenie portalu (o tej tematyce) to spore przedsięwzięcie (szczególnie kiedy chce się to robić rzetelnie). W końcu trzeba docierać do źródeł czytać je i w najlepszym wypadku streszczać. Jednak patrząc na ilość blogów w polskim internecie tropiących absurdy uważam, że istnieje potencjał. Informacje te o ile pozostają rozproszone mają mniejszą siłę przebicia. Wspólny portal mógłby zdziałać więcej.

        Alternatywą byłoby chociaż utworzenie generatora blogów tropiących absurdy w rodzaju generatorów blogów naukowych jak chociażby ten:
        http://www.researchblogging.org/

        Chodzi o to, żeby treści były w jednym miejscu i by nie trzeba było ich szukać po Internecie. Gdyby istniał jeden taki portal wówczas potencjalnie mógłby stanowić siłę zdolną wpływać na media (przynajmniej te internetowe) i kreować krytyczne podejście do reklamy produktów “potwierdzonych naukowo”.

        Jak zwykle łatwo powiedzieć, gorzej zrobić🙂
        Nie mniej zgłaszam ręce do pomocy przy takim projekcie.

      • wduch says:

        Przedrukowywanie ulotek reklamowych zamiast rzetelnych informacji pewnie nie ma wiele wspólnego z bezpośrednim finansowaniem redakcji, jest po prostu wygodną metodą szybkiego zapychania stron pozornie interesującym materiałem, jest więc tanie.

        Pomysł takiego superblogu jest dobry, byłoby dobrze coś takiego zorganizować, http://www.researchblogging.org to dobry wzór.

        To chyba nadal jednak nie rozwiązuje problemu niekompetencji dziennikarzy, a próba wpływu na poziom mediów wydaje mi się kluczowa. Rzadko oglądam polskie wiadomości TV, bo nie ma tam żadnych wiadomości (Al Jazeera ma dobre wiadomości i tu jesteśmy daleko w tyle za Katarem). To ze minister przyjechał i będzie rozmawiał podane podnieconym głosem to nie jest wiadomość. To, że ktoś interpretuje zmiany w rządzie w terminach kombinacji politycznych związanych z osłabieniem lub wzmocnieniem takiej czy inne frakcji to też nie jest informacja potrzebna obywatelom. Zamiast tego można się zapytać, co konkretnego w ostatniej kadencji który poseł zrobił, zaproponował, przeprowadził.
        Nasze stacje TV i inne media nie mają pieniędzy na wysyłanie korespondentów do dalekich krajów, a czymś muszą zapchać czas antenowy. Jednak trochę intelektualnego wysiłku nie kosztuje aż tak dużo. Nie mamy w tej chwili ani jednej wiarygodnej stacji ani tygodnika, trafiają się pojedyncze artykuły cy doniesienia warte przeczytania. Znacznie więcej można znaleźć w Internecie, jednak żeby rozsądnie szukać i ocenić co się znalazło trzeba najpierw sporo wiedzieć …

      • “Zastanawiałem się jak wpłynąć przede wszystkim na media i dziennikarzy”
        Powinna powstać komisja, przyznająca znaczek “rzetelny artykuł”, na którego zdobyciu by bardzo zależało autorom – coś na zasadzie “laur konsumenta” lub “renomowane przez instytut matki i dziecka” w produktach spożywczych. Taka mała nagroda Pulitzera😉

      • wduch says:

        To, że można krytycznie popatrzeć na współczesne mity pokazał pan Marcin Rotkiewicz w Polityce, dotarł do życiorysów medialnych gwiazd i wykopał naprawdę ciekawe fakty:
        http://www.polityka.pl/nauka/ekologia/1522751,1,kto-sie-boi-gmo.read
        Naprawdę dobra robota i należy mu się nagroda nie tylko za ten artykuł.

    • Qb1t3r says:

      Do tej listy dodałbym jeszcze tę witrynę http://smarterpoland.pl/.

      Ale takie strony nic nie zmienią bo nie trafią do przeciętnych Kowalskich i Nowaków, którzy nie są w stanie przeczytać dłuższego artykułu czy wpisu blogowego.
      Nie mamy niestety u nas takich osób jak np. Richard Dawkins, którzy mają odwagę być “głośnymi” i wejść w rolę “wojujących” z magicznym myśleniem. Takie osoby oczywiście nie powinny być politykami, ani obecnymi ani byłymi. Taki Palikot np. jest głośny i wojujący, ale jest niemerytoryczny i niewiarygodny i nie dotyka wielu kwestii. Co z tego, że chce świeckiego państwa skoro będzie to bezrefleksyjna świeckość. Bezrefleksyjna świeckość przeraża mnie tak samo jak bezrefleksyjna religijność.
      BTW co do Palikota – choćby wczoraj oglądałem wystąpienie posłów jego partii odnośnie tabletów – http://www.youtube.com/watch?v=Gv_M2OutqWg
      Mówią tam o oszczędościach i ekologii – wszystko ładnie i pięknie. Stoją tam “pozersko” niczym Grzegorz “e-prezydent” Napieralski w ramach swojej kampanii prezydenckiej.
      Ale dlaczego nie podnoszą kilku istotnych kwesti:
      – dlaczego Sejm wybrał akurat iPady?
      – czy tablet jest urządzeniem wygodnym i produktywnym skoro przeciętnie ma 7-11 calowy wyświetlacz?
      – “Tablety dla posłów i przejrzystość procesu legislacyjnego” http://prawo.vagla.pl/node/9608
      – “Zróbcie API dla danych z polskiego Sejmu i serwisów Rządowych!” http://prawo.vagla.pl/node/8302

      • wduch says:

        Kwestionuj autorytety, prawda jest w danych, piękne hasło i świetna strona
        Smarter Poland http://smarterpoland.pl/

        Przy okazji polecam Freakonomics,
        http://www.freakonomics.com/
        Książka Levitta i Dubnera pod tym tytułem zrobiła karierę “If Indiana Jones were an economist, he’d be Steven Levitt … His genius is to take a seemingly meaningless set of numbers, ferret out the telltale pattern and recognize what it means …”
        Teraz maja Superfrekonomics, blogi, filmy, programy radiowe …
        U nas wyszło jako Freakonomia i Super Freakonomia.

Zostaw odpowiedź

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s