Samorealizacja

Szanowny Panie Profesorze,

Przede wszystkim chciałbym raz jeszcze podziękować za udostępnienie platformy do rozmowy z Panem. Podejrzewam, ze Pański mail jest zdecydowanie bardziej oblegany i przez to nie jest dobrym miejscem na dłuższe rozmowy.
Oglądałem wykład na 3. tygodniu mózgu w Poznaniu i sprawił Pan na mnie wrażenie osoby wesołej i otwartej, lecz mocno ugruntowanej w swojej/ swoich dziedzinach. Zdecydowanie ma Pan także dobrze sprecyzowany światopogląd i filozofię życia. Dlaczego o tym piszę? Zastanawia mnie to, czy czytając posty, które różni ludzie zakładają Panu lub na innych portalach, Pan się po prostu nie śmieje na głos lub przynajmniej w duchu (w końcu jest Pan wykładowcą akademickim).
Zdecydowanie ma Pan rację twierdząc, że w dobie rozwoju neuroscience i filmów w stylu “what the bleep do we know” każdy po maturze jest w stanie stworzyć swoją własną teorię wszystkiego i zależności wszystkiego, choćby po to, by móc patrzeć na resztę ludzi z góry, jak na ciemną masę. Wiem, bo sam tak miałem. Tak, wyleczyłem się z tego, bo do niczego to nie prowadzi. I zadziwia mnie, jak niektóre osoby bronią swoich przekonań oficjalnie nie zgadzając się z Panem na Pańskim blogu. To może być śmieszne, dlatego podejrzewam, że i Pan się śmiać może. Dlaczego tyle cynizmu w moim tonie? Chyba takie czasy. Pamiętam jeszcze nie tak dawno, kiedy wszystko było na swoim miejscu: wszystko co związane z bogiem = dobre, co diabłem = złe, wszechświat powstał w 7 dni itd. Nie miałem wtedy żadnych wątpliwości, że sięgając po butelkę wina popełniam grzech, a widząc kobietę zamężną i fantazjując eroticznie o niej, popełniam grzech ciężki. Teraz i ja jestem żonaty. Dlaczego tak było? Nie wiem. Zawsze uznawałem, że po prostu jestem słaby i nie godzien dostąpić trwałego szczęścia, jakim jest zbawienie, czy gdzieś tam oświecenie.
Teraz odkryłem neuronauki i wszystko legło w gruzach. Okazuje się, że nie grzeszę już, nie muszę chodzić do kościoła, nie muszę być dobry czy zły, a jedynie to, że jestem tu z jakiegoś niesamowitego przypadku, drugim niesamowitym przypadkiem mogę się zastanowić nad tym, że tu jestem i najgorsze jest to, że sam siebie do końca nie wyjaśnię. A żyć dalej trzeba. I to trzeba żyć z odpowiedzialnością za swoje życie i to już nie diabeł sprowadza mnie na manowce. Już nawet jestem w stanie pogodzić się z tym, że nie wyjaśnię do końca wszystkiego, jednakże mam bardzo ważne i poważne do Pana pytanie: czy istnieje jakiś legalny sposób, by zwiększyć uwalnianie wyrzutu dopaminy albo serotoniny albo i jednej i drugiej w synapsach i do tego zablokować ich wychwyt zwrotny? Wychodzi na to, że to jest to do czego dążymy. Czytałem biblię, uprawiałem buddyjską medytację i nic. Zdecydowanie narkotyki dają lepsze doznania, tyle, że nie opłaca się ich brać, bo wiadomo. Teraz jeżdżę na rolkach.
Dużo by jeszcze pisać, ale wiem, że Pan może więcej nie zdzierżyć. Tymczasem spieszę na Pańską stronę czytać referaty i wykłady.
Mając nadzieję na przyszłe rozmowy pozdrawiam i życzę powodzenia.
Daniel Zwoliński (daniel.zwolinski@gmail.com)

WD: Musiałem to przesunąć do nowej kategorii bo wpisał Pan do “About”, a to tylko część infromacyjna.

About wduch

Google: W. Duch
This entry was posted in Kognitywistyka. Bookmark the permalink.

17 Responses to Samorealizacja

  1. Bartek says:

    Dzień dobry, w obecnych czasach wielu ludziom potrzebna jest spójna filozofia życia, zgodna z nauką, wydaje się, że tradycyjne systemy nie są w stanie temu podołać, zmiany, wielość różnych wzorców kulturowych, wywołujących przytłaczające uczucie dezorientacji… Często zastanawiam się nad interpretacją róznych wydarzen, brakuje mi pewnego rodzaju bazy światopoglądowej, na której mógłbym się oprzeć dokonując życiowych wyborów, czy mógłby Pan profesor zalecić jakąś literaturę pomocną w tej sytuacji, znajoma poleciła mi książkę “Humanizm ewolucyjny” Schmidt-Salomon Michael, ale bardzo jestem ciekawy pańskiej opini.

    • wduch says:

      To zależy, jakiego rodzaju mają to być książki, bo są tu dwa różne obozy.
      Naturalistyczny punkt widzenia świata prezentują liczne książki ruchu Brights
      http://www.the-brights.net/people/books/index.html
      Jest na tej liście wiele wartościowych książek filozoficznych, naukowych, trochę literatury. Jeśli ktoś szuka wsparcia swoich poglądów, mamy takie ruchy jak Polskie_Stowarzyszenie_Racjonalistów, liczne ruchy humanistyczne i racjonalistyczne, wymienione na podlinkowanej stronie.

      Z drugiej strony jest też sporo książek bardziej uduchowionych, pisanych z racjonalnej perspektywy uniwersalnych ludzkich pragnień i dążeń, które również cenię. Dla poetów de Mello, dla szukających mądrości życiowej Thich Nhat Hahn czy moja dawna nauczycielka Beck Charlotte Joko, albo Matthieu Ricard “W obronie szczęścia”. Mam sporo książek tego rodzaju, nie zawsze pisanych z ściśle naukowej perspektywy, ale trzymających się zdala od magicznej wizji świata.

      • Wlad says:

        A co pan powie o tym tym tekście i dowodach przeczących ewolucji? Są tu jakieś błędy?
        http://chfpn.pl/files/?id_plik=393

      • wduch says:

        Same błędy, a nie “dowody” … jak ktoś pisze “najwyższe źródło informacji to Pismo Święte” i na poglądach nomadów pasących owce 3000 lat temu opiera swoje zrozumienie świata to naprawdę nie mam czasu by z nim dyskutować. Niech porozmawia z chińczykami, hindusami czy japończykami co dla nich jest najwyższym źródłem informacji bo to oni zaczynają dominować na świecie, wykorzystując do tego naukę. Chińczycy na ostatnich targach CES pokazali kilka bardzo nowatorskich rozwiązań, a na Marsa pewnie polecą przed innymi krajami, my będziemy w tym czasie dyskutować o wyższości Pisma Świętego nad teorią ewolucji.

        Teoria informacji coś chce zmierzyć i wykorzystać te pomiary do opisu świata. Np. hipersynchronizacja sieci neuronowych w mózgu powoduje zanik świadomości i odczuwania oraz reakcji na ból. Można to ocenić za pomocą teorii informacji. Przeczytałem pracę na ten temat i od razu widzę, że można by użyć pola magnetycznego do wywołania hipersynchronizacji, a co za tym idzie szybkiej i kontrolowanej anestezji. Trzeba jednak wiedzieć, jak oceniać informację, do tego jest kilka podejść. Mam więc rzeczy konkretne do zrobienia a dyskusję na temat niematerialności informacji pozostawię teologom i filozofom, bo jak się w nią będę angażował to nic konkretnego nie zrobię i nic z tego nie wyniknie.

      • Wlad says:

        “To jest kolejny przykład zupełnego niezrozumienia na czym polega teoria ewolucji i jaka jest w tym wszystkim rola przypadku, a jaka ograniczeń możliwości przypadkowych działań przez oddziaływania międzycząsteczkowe.
        Dokładnie takie same argumenty można zastosować do zwijania białek, czym się zajmuje wielu moich kolegów, próbując odtworzyć ten proces w komputerze. Białka zwijają się w jednoznaczny do określonych struktur trzeciorzędowych, chociaż liczba możliwych sposobów zwijania, czy dróg, które powinny wypróbować jest równie astronomiczna jak w powyższym przykładzie. Nie zwija ich Bóg tylko oddziaływania międzycząsteczkowe i nie trwa to nieskończenie długo tylko sekundy. Trzeba więc znać fizykę kwantową i określone warunki, w których mogło się formować życie. Niestety to jest zagadnienie techniczne wymagające naprawdę dużej wiedzy z chemii teoretycznej i fizyki molekularnej, ale pozornie można zadawać takie pytania i wyciągać zwodniczo proste argumenty.”
        Tu nie ma zupełnej analogii. Skąd te oddziaływania cząsteczkowe miałyby wiedzieć,które kombinacje są prawdziwe bez wypróbowania ich w konfrontacji ze środowiskiem? Jeśli by tak było , że jednak natura wie co będzie dobre bez sprawdzania tego na poligonie życia to i tak podważałoby to podstawy ewolucji. Chyba, że sugeruje pan, że natura wypróbowuje zaledwie nikły ułamek możliwości a wśród nich jest na tyle dużo tych korzystnych, że bez problemu natura może kontynuować ewolucję. Nie musiała wypróbować wszystkich kombinacji i z faktu tak astronomicznej ilości kombinacji należy wnioskować, że ewolucjia mogła przebiegać na tę astronomiczną liczbę możliwości.

      • wduch says:

        Z tej samej przyczyny dla której aminokwasy wiedzą jak się ułożyć chociaż mogą to zrobić na niemal nieskończenie wiele sposobów.

      • Wlad says:

        “Z tej samej przyczyny dla której aminokwasy wiedzą jak się ułożyć chociaż mogą to zrobić na niemal nieskończenie wiele sposobów.”
        Zupełnie nie rozumiem o co panu chodzi, co ma piernik do wiatraka? O ile dobrze zrozumiałem sens argumentów w przytoczonym przeze mnie fragmencie tekstu to autorowi chodziło o to, że ewolucja musiała wypróbować wszystkie kombinacje par zasad w kodzie DNA. O ile ja z kolei dobrze rozumiem podstawy genetyki i ewolucji to kolejne mutacje powstają w sposób zupełnie przypadkowy. Tu nie chodzi o to, że geny wiedzą jak odtworzyć białka czy się zreplikować tylko o to że wiedziały jak ustawić się w kombinację dającą właśnie tę prymitywną bakterię i chyba swoim kontrargumentem przyjmuje pan rozumowanie tego pana.
        Według mnie błąd podany w tych dowodach polegał na przyjęciu niewyartukułowanego założenia, że tylko taka kombinacja jaka dała początek prymitywnej bakterii mogła dać życie. Wszystkie inne do życia by nie doprowadziły w związku z tym zgdonie z tymi wyliczeniami zaistnienie życia w sposób zupełnie przypadkowy byłoby nieprawdopodobne.
        Moim zdaniem to założenie jest niesłuszne. Uważam, że istnieje ogromna ilość kombinacji zasad, które mogłyby dać początek życiu choć pewnie zupełnie innemu niż to nasze. Dlatego właśnie oczekuje się, że życie pozaziemskie (jeśli istnieje) musi być diametralnie różne od naszego. Gdyby życie rozpoczynało się na naszej planecie zupełnie od nowa byłoby całkowicie odmienne i to wyjaśnia błąd w rozumowaniu tego pana.
        Oczywiście wymaga to udowodnienia chyba że już ktoś to udowodnił.

      • wduch says:

        Tak, mogło się inaczej ułożyć i w pobliżu podwodnych wulkanów, gdzie nie dociera słońce, ułożyło się inaczej – kod genetyczny jest odmienny. Też się spodziewam, że życie poza Ziemią będzie całkiem różne na poziomie podstawowym, więc raczej kosmici nie będą zainteresowani opanowaniem Ziemi, musieli by wytłuc wszystkie bakterie i zniszczyć całe życie by stworzyć sobie dobry ekosystem.

      • Wlad says:

        natura nie musiała wypróbować wszystkich kombinacji żeby powstało życie. Nie trzeba na loterii w której jest powiedzmy miliardy losów kupować wszystkie żeby wgrać jeśli powiedzmy co 10 jest wygrywający. Tak rozumiem błąd w rozumowaniu tego pana, że założył iż tylko jeden los jest wygrywający.

      • Wlad says:

        Kiedyś gdzieś chyba około 2000r. było bardzo głośno o zmapowaniu ludzkiego genomu i innych organizmów żywych. Przeczytałem wtedy jakiś popularnonaukowy artykuł podający do wiadomości, że człowiek i banan mają 50% takich samych genów. Bardzo mnie to wtedy zdziwło, w dodatku przy jedzeniu banana czułem się jak półkanibal. Jak to możliwe, że po miliardach lat ewolucji aż tyle genów się nie zmieniło wcale (bo rozumiem, że jeśli jakiś badacz zamieniłby te geny między komórką człowieka i banana to w ich funkcjonowaniu nic by się nie zmieniło?), Później wymyśliłem sobie takie wytłumaczenie (pewnie błędne), że geny możemy podzielić na dwie grupy “zewnętrzne” i “wewnętrzne”.
        Zewnętrzne to takie, które są odpowiedzialne za interakcje organizmu z otoczeniem, a wewnętrzne za funkcjonowanie samego organizmu, te bez których najprostsza komórka znajdująca się w najbardziej sprzyjającym otoczeniu nie mogłaby istnieć. Te geny wewnętrzne stanowią więc części układanki niezbędne aby całość funkcjonowała. Zewnętrzne mogą się zmieniać bez uszczerbku dla funkcjonowania genów wewnętrznych, one głównie zmieniają się wraz ze zmianami środowiska i postępem ewolucji. To by wyjaśniało dlaczego zasolenie krwi człowieka jest prawie identyczne z tym, które panuje w morzu, bo takiego środowiska potrzebują geny wewnętrzne. Wyobrażam sobie, że wszystkie geny są tak samo narażone w procesie reprodukcji na czynniki mutagenne a więc gdyby tak nie było to wszystkie powinny zmieniać się tak samo bardzo. Jednak geny wewnętrzne jeśli ulegały mutacji to zawsze lub prawie zawsze nie powielały się bo komórka z takimi zmianami nie mogła funkcjonować. Natomiast zmiany w genach zewnętrznych stosunkowo często przynosiły korzystne przystosowania dlatego też pewnie te zewnętrzne były w procesie ewolucji zmieniane wielokrotnie. Pewnie błądzę ale sam siebie z błedu wyprowadzić nie potrafię.

      • wduch says:

        Biologia molekularna to skomplikowana dziedzina i słabo się na niej znam. Są oczywiście geny, które regulują podstawowe mechanizmy pozwalające komórkom się powielać i funkcjonować, to te mechanizmy wewnętrzne, bez których życie nie jest możliwe. Stąd tyle wspólnych genów nawet z najprostszymi organizmami.

    • Wlad says:

      Przepraszam, przez pomyłkę wkleiłem nie ten link. Oczywiście też się z panem zgadzam, że to co ten gość pisze o informacji to spekulacje.Osobiście uważam, że informacja jest cechą materii a więc nie jest niczym nadprzyrodzonym.
      Ale nie o tym chciałem. Chciałem raczej uzyskać pańską opinię na temat tego tekstu:
      http://chfpn.pl/files/?id_plik=392
      a konkretnie (żeby zaoszczędzić panu czasu na czytanie całości) odnośnie tego fragmentu:
      “W tym przypadku bliskie zeru matematyczne prawdopodobieństwo samoist- nego wyewoluowania takiego genomu jest porównywalne z praktycznie zerowym prawdopodobieństwem takiego ciągu zdarzeń, że jedna i ta sama osoba, co tydzień przez ok. 250 lat będzie wygrywać główną wygraną w TOTO-LOTKA. Poza tym należy stwierdzić, że przebadanie nawet tylko jednej biliono- wej wszystkich możliwych wyliczonych wariantów sekwencyjnego ustawienia nukleotydów w ewoluującym genomie tej bakterii jest również niemożliwe, ponieważ: – Po pierwsze – do ich ewolucyjnego rozwoju nie wystarczyłoby w natural- nych warunkach otoczenia w okresie prebiotycznym takich elementarnych związków chemicznych, jak nukleotydy i aminokwasy. – Po drugie – jest niemożliwe fizycznie, ponieważ przyjmując, że masa jednej bakterii Carsonella Ruddii jest ok. 10 razy mniejsza od znanej z literatury masy bakterii E.colli = 10-18kg, to wówczas masa jednej bilionowej wszyst- kich wariantów ewoluujących bakterii wynosiłaby:
      (1096092/1012) * 10-18 = 1096092 kg. Tymczasem masa całej ziemi wynosi 5,97219×1024 kg, natomiast masa całego Wszechświata szacowana jest na 1053 kg. A zatem masa wszystkich wariantów ewoluujących bakterii 1096068 razy musiałaby przekraczać masę całej naszej pla- nety oraz 1096039 razy musiałaby przekroczyć masę całego Wszechświata, co jest fizycznie niemożliwe. – Po trzecie – ponieważ w korzystnych warunkach bakterie rozmnażają się co 9,8 minuty, a szacuje się, że aktualnie, w znacznie korzystniejszych wa- runkach niż w okresie prebiotycznym, na ziemi znajduje się 5 kwintylionów różnych bakterii 5*1030, to przy tak przyjętej skrajnej liczbie ewoluujących bakterii Carsonella Ruddii, przebadanie użyteczności biochemicznej jednej bilionowej wszystkich możliwych wariantów sekwencji par nukleotydów w/w bakterii w trakcie ewoluowania jej genomu, trwałoby:
      (1096092/1012) / 5 * 1030 * 365 * 24 * 60/9,8 = 1096050/2,681 * 105 = ok. 1096044,5 lat – Po czwarte – według matematyka Dembskiego, od początku istnienia Wszechświata, ze względu na ograniczony czas oraz ograniczoną liczbę elementarnych cząstek materii Wszechświata, mogło dojść tylko do 10150 elementarnych jednostopniowych reakcji chemicznych. Zatem w tej sytuacji nie było możliwe wypróbowanie nawet nikłej cząstki wszystkich warianto- wych sekwencji nukleotydowych, w przypadku samoistnego ewoluowania genomu w/w bakterii na zasadzie przypadkowych zdarzeń – przyjmując nawet, że jedno zdarzenie odpowiada zamianie tylko jednej pary nukleoty- dów w całym ewoluującym łańcuchu polinukleotydowym jej genomu.”
      Nie mam zbyt dużej wiedzy na ten temat, a te argumenty wydają mi się dość przekonywujące więc nie wiem co myśleć…
      Ps. Zauważyłem, że po przekopiowaniu zapis wykładniczy źle się przeniósł, w orginale jest dobrze.

      • wduch says:

        To jest kolejny przykład zupełnego niezrozumienia na czym polega teoria ewolucji i jaka jest w tym wszystkim rola przypadku, a jaka ograniczeń możliwości przypadkowych działań przez oddziaływania międzycząsteczkowe.
        Dokładnie takie same argumenty można zastosować do zwijania białek, czym się zajmuje wielu moich kolegów, próbując odtworzyć ten proces w komputerze. Białka zwijają się w jednoznaczny do określonych struktur trzeciorzędowych, chociaż liczba możliwych sposobów zwijania, czy dróg, które powinny wypróbować jest równie astronomiczna jak w powyższym przykładzie. Nie zwija ich Bóg tylko oddziaływania międzycząsteczkowe i nie trwa to nieskończenie długo tylko sekundy. Trzeba więc znać fizykę kwantową i określone warunki, w których mogło się formować życie. Niestety to jest zagadnienie techniczne wymagające naprawdę dużej wiedzy z chemii teoretycznej i fizyki molekularnej, ale pozornie można zadawać takie pytania i wyciągać zwodniczo proste argumenty.

        To zresztą stary argument. Małpy walące w klawiaturę maszyny do pisania nie napiszą sztuki Szekspira do końca świata. Gdyby jednak zrobić krok w ich ewolucji tak, by miały 10 razy więcej neuronów, zaczęły używać symbolicznego języka, pisać całe sensowne zdania, rozwijać się w podobnych warunkach co Szekspir … wtedy prawdopodobieństwo by wzrosło.

  2. Daniel Pawłowski says:

    🙂, już pisałem post wyżej, jak cenne dla mnie są słowa, które Pan profesor piszę,
    są odswieżające dla mnie, bezcenne, hehehe, nie zmierzam jednak do bycia wyznawcą,
    de facto, uważam, że główny paradygmat profesora to good-old zdrowy rozsądek…

  3. DZ says:

    Tak, spodziewałem się takiego komentarza. Przynajmniej w jego pierwszej części. Zbyt radykalnie podszedłem do tematu..
    Zabawne natomiast jest to, że przez trzydzieści kilka lat mojego życia nazbierało się nieco symboli, przekonań i innych magicznych sposobów na rozwiązywanie albo tłumaczenie sobie różnych tematów. Teraz to wszystko do kosza. Czy późno? Lepiej późno, niż później.

  4. wduch says:

    Byłbym tu nieco bardziej ostrożny, definiowanie szczęścia na poziomie biochemicznym jest ryzykowne i dotyczy raczej natychmiastowej przyjemności niż trwałego szczęścia, które powinno być naszym celem. Można oczywiście wszczepić szczurowi elektrodę i obserwować, jak się sam stymuluje naciskając dźwigienkę, nie zwracając uwagi na głód, pragnienie czy sen, aż zastymuluje się na śmierć w biochemicznej rozkoszy (takie doświadczenia robiono ponad 50 lat temu). Można nałykać się Prozaku czy innych środków uciekając od depresji. Czy jest to dobra strategia by osiągnąć szczęście i poczucie wewnętrznej wolności?

    Właśnie dlatego, że trzeba “żyć z odpowiedzialnością za swoje życie” powstały różne obyczaje i religijne nakazy. Powstały w czasach zamierzchłych, zmieniły się drastycznie, ale religijne nakazy podbudowane ostatecznym autorytetem mają tendencję by się tak szybko nie zmieniać. To co kiedyś było użyteczne i przyczyniało się do stabilności społecznej dzisiaj bardziej szkodzi niż pomaga. Prawa mojżeszowe, stosowane nadal w nielicznych krajach muzułmańskich, przewidują ukamienowanie za 18 przewinień (http://en.wikipedia.org/wiki/Stoning), w tym pracę w szabas, wróżenie, idolatrię, nieposłuszeństwo wobec rodziców i różne przewiny o charakterze seksualnym. Część konserwatywnie nastawionych osób w wielu krajach Afryki, Azji i nielicznych krajach Europy oraz USA nadal uważa wybrane przewiny z tej listy (np. skłonności homoseksualne) za ciężkie grzechy i nadal z nimi walczy, powołując się w bardzo wybiórczy sposób na różne święte pisma. Jednak w większości krajów rozwiniętych grzech przestał być pojęciem, które ma wpływ na zachowanie ludzi. Być może zmiany społeczne są teraz zbyt szybkie i nie ustaliły się nowe formy i praktyki kulturowe, które sprzyjały by rozwojowi człowieka przy zachowaniu stabilności społecznej. Być może nie da się już tego zrobić bo świat zmienia się zbyt szybko. Grzeszymy przeciwko sobie nie rozwijając się w pełni, w tym względzie społeczeństwa zrobiły krok w tył w stosunku do ideałów starożytnej Grecji. Ideał osiągnięcia pewnej doskonałości, czyli arete (http://en.wikipedia.org/wiki/Arete), był znany w wielu kulturach starożytnych, ale teraz nie mamy nawet polskiej strony Wikipedii na ten temat. Paidea była całościową koncepcją wychowania i kształtowania charakteru, realizacji dalekosiężnych celów a nie tylko zalewu dopaminy, który nam sprawi przyjemność. Edukacja, którą mamy, bardzo odbiega od tych starożytnych ideałów.
    11.11.11 mieliśmy w Brukseli spotkanie grupy określającej cele dla technologii ścisłego połączenia ludzi i komputerów (“Confluence of humans and computers”). Próbowałem na nim lansować ideę użycia technologii wspomagającej pozytywny rozwój człowieka, głębszego zrozumienia wizji natury ludzkiej w różnych kulturach, większych możliwości samoobserwacji, uświadomienia sobie konsekwencji własnych działań. Mam dobre wrażenie wyniesione z tego spotkania, wydaje mi się, że wiele rzeczy, o które mi chodziło uda się wpisać do tego programu i znajdą się w projektach w 2013 roku.

    WD

Zostaw odpowiedź

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s