Wolna wola, moralność i bogowie

Człowiek stworzony jest na podobieństwo człowieka, a raczej społeczności ludzi, w której się wychowuje. Nie wyklucza to stworzenia na podobieństwo bogów, których człowiek wymyśla po to by regulować zachowanie członków tego społeczeństwa: ludzkość wymyśliła ponad 10.000 znanych z imienia bogów i niezliczoną liczbę pomniejszych, jak można przeczytać w encyklopediach wierzeń. Bogowie ułatwiają tworzenie człowieka na nasze podobieństwo, nadają naszym obyczajom i kulturze większy autorytet, mają więc moc stwórczą. Jednak to człowiek, przez wychowanie rodzinne i społeczne, tworzy człowieka.

Trafiłem na dość stary artykuł Anne Colby, Case Studies of Exceptional People: What Can They Teach Us?
http://catalogue.nla.gov.au/Record/5571998

Anny badała jaki wpływ miały osoby stanowiące pewien wzorzec, autorytet moralny i rozmawiała z działaczami na rzecz praw człowieka w USA. Spokojnie dorastałem w niewielkim miasteczku w Polsce podczas gdy batalia o prawa kobiet, kolorowych i różnych mniejszości toczyła się w USA. Segregacja rasowa i przesądy z tym związane, zwłaszcza na południu USA, gdzie działał Ku Klux Klan, jest dla współczesnej młodzieży trudna do wyobrażenia. Anne opisuje historię jednej z aktywnych działaczek, Virignii Durr, wychowanej w Alabamie. Na studiach kazano jej siedzieć przy stole z czarną dziewczyną. To było dla niej nie do zaakceptowania, ale bardzo lubiła swoją uczelnię, więc się zgodziła. Wiedziała, że rodzina ja wyklnie, nie mogła się do tego przyznać, więc postanowiła to ukryć. Polubiła czarną dziewczynę, a potem pomagała pani Roosevelt w Waszyngtonie i razem z mężem trafiła do grupy działaczy na rzecz praw mniejszości. Długie lata leczyła się z rasizmu, po powrocie do Alabamy cierpiała liczne prześladowania, musiała wysłać swoje małe dzieci do szkoły na północy kraju. Co jednak jest uderzające w jej wywiadzie to stwierdzenie: nigdy nie podejmowałam świadomie decyzji, to po prostu się we mnie zmieniało, rosło przez lata. Nie było wyboru. Jej przekonanie, co do tego co jest moralnie dobre pozwoliło jej przetrwać.

To jest wstrząsająca opowieść o tym, jak człowiek kształtuje człowieka. Pamiętajmy jednak, że może go ukształtować w dowolny sposób. Z tej samej materii ulepić można Gandhiego jak i Pol Pota.

About wduch

Google: W. Duch
This entry was posted in Kognitywistyka and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

10 Responses to Wolna wola, moralność i bogowie

  1. gladosz123@googlemail.com says:

    No własnie od kilku lat jestem świadomy swojej choroby mianowicie nerwicy natręctw (czasami okropna ) , od lat 10 ci zaczalem intensywnie sledzić swoje myślenie , chciałem dociec z czego to sie bierze , moje wnioski sa nastepujace że im bardziej struty organizm tym wieksze natrectwa , próbowałem palić papierosy do upadłego żeby przekonać się co sie dzieje z umysłem ,mysleniem . Wniosek jest taki że po np:dwóch tygodniach palenia po 25-30 dziennie umysł przestaje pracować do tego stopnia że każdy wysiłek umysłowy sprawia nieznosny ból , wszystkie przykrości jakie człowiek przezył w zyciu staja się niesamowicie wyostrzone , każda rzecz której sie dotyka czy to nóż , golenie się czy co innego kojarzy się natychmiastowo z jakimś przykrym przeżyciem które wydarzyło sie kiedyś podczas golenia lub wziecia noża do reki itp rzeczy , coraz ciężej jest ten stan znosić , w koncu dochodzi do chwilowych przerw , mam tu na mysli paro sekundowe jakby wyłaczenie samoswiadomości , poczucia rzeczywistości ,bycia tu i teraz itd. W momencie kiedy przestaje zatruwać swój mózg nikotyną wszystko zaczyna powoli odchodzić ,mianowicie do okolo miesiaca czasu trzeba czekać na poprawę nastroju myslenia , zdolności do działania i pracy , pierwsze dni to sama irytacja i agresja która sięzko opanować (ciekawe co pływa po mózgu ze tak się dzieje ) .Moja konkluzja co do tego co napisałem jest nastepujaca :
    My nie dostrzegamy zmian jakie zachodza w mózgu odnośnie myslenia , to dzieje się tak jakby ukryte przed nami , na prawdę musialem sie strasznie wysilać i przeprowadzać doświadczenie kilka razy na sobie żeby zobaczyć jak zmieniam sie mentalnie w zalezności od substancji które krazą po głowie ,uwazam tez że to nasze JA jest ustalone genetycznie juz w momencie uformowania sie mózgu a potem utarte w pierwszysch kilku latach zycia , potem to juz tylko przyswajanie wiedzy , ale neuroprzekaxniki które po głowie pływały od dziecka kształtuja to ja najmocniej w pierwszych latach dzieciństwa czyli co mu się spodoba a co nie na co zwróci uwagę a na co nie , uwazam tez że to system neuroprzkaxników które wywołuja eufrię ma najwiecej do powiedzenia o naszych póxniejszych zainteresowaniach .
    biore citalopram SSRI od 10 lat , nigdy w zyciu nie zdawałbym sobie sprawy że jakas tabletka może kogoś uszczesliwić , a jednak .

  2. Adam Zalewski says:

    Panie Profesorze,
    Przemawia do mnie fakt sformułowanego przez Pana pojęcia. Chyba rozumiem Pański wywód i w pewnym sensie go podzielam. Myślę, że zmierzamy ku temu samemu celowi, idąc innymi drogami. Intryguje mnie coś innego. Pozycja jednostki, nie pololeń. Jeżeli Einstein czy Newton byli produktem społeczeństwa, jeżeli byli nimi Bach czy Beethowen, jak określić ich zachowania miarą naukową? Napisze Pan coś na ten temat? Być może już dawniej Pan o tym wspmniał, lecz odwiedzam Pański Blog dopiero od jakiegoś czasu. Cenię sobie Pańskie uwagi i chyba coś z tego pozostaje we mnie. Niestety, z racji zajęć bywam na Pańskich stronach rzadko i nie mam pełnej panoramy tak wielu ciekawych tematów. Z Pańskiej odpowiedzi wynika jasno, że moje uwagi są generalnie zgodne z Pańskimi. Rzecz tkwi w definicji. Postawił Pan szereg pytań, dających do myślenia. Zaintrygowalo mnie szczególnie jedno. Napisal Pan: “Co o sobie wiemy dzięki wewnnętrzemu przepływowi informacji, a czego się uczymy przez badanie reakcji innych ludzi?” Chętnie przeczytałbym coś na ten temat. Zapewne już nie raz zajmowal się Pan tym zagadnieniem. Jeżeli tak jest, będę wdzięczny za odpowiedni link. Także te, o przesłaniach filozoficznych. Nie pisałem tego na Pańskim blogu, lecz skłonności do samodzielnego myślenia towarzyszyły mi od wczesnej młodości. Miałem kiedyś przyjaciela o podobnych preferencjach.
    Pozdrawiam
    Adam Zalewski
    PS.
    Przepraszam za lapsus słowny w mojej wcześniejszej wypowiedzi. Miałem oczywiście na myśli Virginię Durr.
    Doskonale pojmując sens, pominął Pan milczeniem ten – nieistotny dla problemu – szczegół.
    Ubawiłem się i jednocześnie nieco zniesmaczyłem, czytając na Pańskim Blogu – arenie ludzi rozumnych – wypowiedź Pana Pawła. Skoro wie Pan, Panie Pawle że Pan “się czepia”, po co Pan to robi? Ani to eleganckie ani pozytywne ani sensowne. Chce Pan w ten sposób zaistnieć? Och wiem, to ostatnio jest trendy. Gratuluję. Zaistniał Pan. Zaistniały także Pańskie kompleksy. Merytoryczną stronę Pańskiej wypowiedzi pominę. To chyba nie ten blog, nie sądzi Pan? Gratuluję biblioteki domowej. Pewnie trzeba będzie rozbudować dom. Zapewne Profesor, podobnie jak i ja, jest pod wrażeniem.

    • wduch says:

      >Napisal Pan: “Co o sobie wiemy dzięki wewnętrzemu przepływowi informacji, a czego się uczymy przez badanie reakcji innych ludzi?” Chętnie przeczytałbym coś na ten temat.

      Niestety niewiele napisałem,wydaje mi się, że niewiele na ten temat wiadomo, bo do niedawna nie wiedzieliśmy gdzie jest to “ja” w mózgu, mamy tu raczej ogólne wyobrażenie jak to wszystko działa niż sczegółową wiedzę.W związku z tym warto się tym zająć, bo to temat kluczowy dla poznania siebie. Trochę mówię o tym w paru ostatnich prezentacjach, zwłaszcza
      Co i skąd o sobie wiemy? W poszukiwaniu podmiotu poznającego.
      http://www.is.umk.pl/~duch/refpl.html
      Troche też wspomniałem w dwóch rozdizałach do książek:
      Duch W. (2011) What can we know about ourselves and how do we know it?
      Duch W. (2011) Neuronauki i natura ludzka.
      oraz w pracy:
      Duch W, Neurodynamics and the mind.
      której dłuższa wersję powoli przygotowuję.
      Prace są podczepione do: http://www.is.umk.pl/~duch/cv/papall.html

      Samodzielne myślenie jest ważne, ale prawie nigdy nie tworzymy sami nowych pojęć, obracamy się w pajęczynie pojęć danej kultury lub kilku kultur, które na nas wpłynęły. Były oczywiście nieliczne wyjątki, np. Heidegger, który stworzył niemałże prywatny język opisu “bycia w świecie”.

      Mając do czynienia z osobą cierpiającą na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne (OCD) widzimy, że nie jest ona samodzielna tylko popychana przez różne lęki, od których nie może się uwolnić.Ale czy wszyscy nie jesteśmy popychani przez różne neurotyczne impulsy, którym trudno się oprzeć a czasem nawet trudno je dostrzec? Jest tu dużo subtelnych zagadnień, które dopiero uczymy się rozumieć i wiązać z działaniem mózgu.

      Tyle ścieżek jesze nie przedeptanych, a czasu tak mało …

      Na razie polecam nowe zdjęcia z Singapuru
      http://www.is.umk.pl/~duch/photo.html

      WD

  3. Pawel says:

    Wydaje mi się, że spór o to czy społeczeństwo kształtuje jednostkę jest do pewnego stopnia podobny do kontrowersji, co było pierwsze jajko czy kura. Oba elementy są ze sobą nierozerwalnie powiązane.
    Jestem ciekaw wspomnianych eksperymentów. Może jakaś podpowiedź lub opis?
    Chciałbym przy okazji podziękować za podzielenie się z ogółem internautów materiałami na Pańskiej stronie. Powolny proces, ale dzięki nim coś zmienia (oprócz tego, że rośnie moja biblioteka domowa i maleje przestrzeń mieszkalna). 
    @Adam Zalewski
    Taka drobna korekta – to nie Anne powiedziala “Nigdy nie podejmowałam świadomie decyzji…”, to byla Virginia Durr. Czepiam sie, wiem.

    • wduch says:

      Ta debata, pod nazwą “natura czy kultura” (nature vs. nurture) już się zakończyła, z grubsza wiadomo jak silnie i na co wpływają geny a na co środowisko, np.
      Plomin Robert, McGuffin Peter, McClearn Gerald M., DeFries John C. Genetyka zachowania. 462 str, Wydawnictwo Naukowe PWN 2001.
      Napisałem ten komentarz z punktu widzenia rozumienia procesów wyboru, wolnej woli, próby zrozumienia na ile to ja jest samodzielnym bytem, a na ile konstrukcje społeczne, normy, obyczaje i kultura decydują o moim sposobie myślenia, jakie formy zachowań utrwaliły się w społeczeństwie bo są w jakiś sposób dla niego korzystne. Dopóki biali mogli się izolować na południu USA korzystnie było dla nich utrzymywać system niewolnictwa a potem rasistowskich obyczajów, nie dopuszczając myśli, że czarny może być podobnym do nich człowiekiem. Nie dało się tego utrzymać na północy, gdzie były większe miasta i gdzie ta izolacja nie mogła się utrzymać. Segregacja nie była od dzieciństwa wpajana i to doprowadziło część ludzi do chęci zmian. Podobnie było w Afryce Południowej, dopiero globalizacja i powszechna krytyka wymusiła na nich porzucenie apartheidu.

      Na ile ten proces był niejako organiczny, a na ile wynikał z głębszej refleksji? Czy najpierw była świadoma refleksja jednostek, czy też została ona wymuszona przez zmieniające się warunki środowiska? W przypadku Virginii to była powolna ewolucja. Oczywiście chcielibyśmy wierzyć, że to nasze „ja”, wolna wola itd., ale wszystko, czego się nauczyliśmy na ten temat wskazuje, że to tylko nasze złudzenia. Podsumowałem to w artykule „Czy jesteśmy automatami? Mózgi, wolna wola i odpowiedzialność”, na stronie:
      http://www.is.umk.pl/~duch/cv/pap-pl.html

      Zrozumienie tego problemu ma istotne konsekwencje. Jakie obyczaje i normy społeczne pozwalają na lepszą regulację indywidualnych zachowań? Jaka jest rola wzorców moralnych i innych, do których mamy silny stosunek emocjonalny? Co o sobie wiemy dzięki wewnętrznemu przepływowi informacji, a czego się uczymy przez badanie reakcji innych ludzi? Popatrzmy na innych, bliższych i dalszych, jak na zwierciadło, w którym się odbijamy, czego się z tego możemy nauczyć? Socjologia chyba nie zadawała takich pytań, a wydają się mi one kluczowe. Nie czuję się tu specjalistą, mogę co najwyżej spekulować, być może socjolodzy się tym zainteresują, metody kognitywne są dla nich coraz bardziej intersujące.

      • Wlad says:

        ” Dopóki biali mogli się izolować na południu USA korzystnie było dla nich utrzymywać system niewolnictwa a potem rasistowskich obyczajów, nie dopuszczając myśli, że czarny może być podobnym do nich człowiekiem. Nie dało się tego utrzymać na północy, gdzie były większe miasta i gdzie ta izolacja nie mogła się utrzymać. Segregacja nie była od dzieciństwa wpajana i to doprowadziło część ludzi do chęci zmian. ”
        Izolować? A to nie było przypadkiem tak, że na południu głównym źródłem dochodów były farmy na których niewolnik był przydatny, a północ w której dominowały miasta, utrzymywała się z głównie z przemysłu. W przemyśle natomiast niewolnik jest o wiele mniej opłacalny niż robotnik. Trzeba go najpierw kupić potem utrzymywać w miarę dobrej formie i nie liczyć na większą wydajność. Robotnik natomiast dostaje swoją dolę i przemysłowiec zwłaszcza w tamtych czasach drapieżnego kapitalizmu miał w nosie co się z nim dalej będzie działo. A że północ była silniejsza od południa gospodarczo to i wojnę wygrała i wszystko. A południowcy za to byli bitniejsi, bo mieli o co walczyć – o swoje czarne kobiety…

        WD: to z pewnością też był jeden z mechanizmów. Robotnicy w okresie wczesnego kapitalizmu nie różnili się zbytnio od niewolników, a kapitaliście nie musieli się o nich troszczyć tak jak o niewolników.

  4. wduch says:

    Wydaje mi się, że poruszam sporo filozoficznych tematów, przynajmniej tutaj. Tak naprawdę nie uważam tego za temat filozoficzny, raczej przygotowujący do zrobienia eksperymentów, które w przyszłym roku będziemy – mam nadzieję – mogli robić w nowym laboratorium. Ale do rzeczy.
    Nie wydaje mi się by nasze poglądy się różniły: przyjmowanie zwyczajów, zasad i tradycji to kształtowanie człowieka, akt jego “stworzenia” jako istoty społecznej. Oczywiście to tylko uwarunkowania, bo jest czynnik genetyczny, plastyczność każdej gliny jest inna a i sposób jej obróbki odmienny, podobnie z genetyką, mózgami i kulturą, jedna się narzuca maksymalnie i nie pozwala na swobodę, inna daje dużo możliwości eksploracji i mamy wtedy większe zróżnicowanie zachowań.

    Virgina Durr przełamała swoje uprzedzenia tylko dzięki temu, że dłużej przebywała w innym środowisku, a jej mózg był jeszcze na tyle plastyczny, że mógł powoli zmienić swoje reakcje, nie podejmowała świadomie decyzji bo były to drobne zmiany sposobu jej odczuwania świata. Dzieci wysłała bo były prześladowane, ale jej wewnętrzna przemiana była powolna. Zdarza się, że taka powolna przemiana zachodzi w nas w sposób niezauważalny, aż nagłe się nawracamy albo odwracamy od czegoś. Stoją za tym różne mechanizmy, zajmuje się tym neuropsychoanaliza, ale to trudna dziedzina, nie jest łatwo robić dobrze zweryfikowane eksperymenty tego rodzaju, a to znaczy, że łatwo ulegać swoim iluzjom. Nie każdy ma na tyle plastyczny mózg by się przystosować do innej kultury. Gdyby Virgina mieszkała cały czas w swoim środowisku w Alabamie byłaby prawie na pewno nadal rasistką. To jest problem, który nas też dotyka, wystarczy popatrzeć na idiotyczne komentarze na różnych forach na temat azjatów czy arabów, pisane przez ludzi, którzy nie zetkneli się nigdy z innymi kulturami i nic o nich nie wiedzą. Dla niektórych z nich może się okazać, że jest już za późno, plastyczność ich mózgów jest zbyt niska i niczego nowego już nie wchłoną. Nie wystarczy samodzielne myślenie, co ma niby spowodować, by spontaniczne myśli i odczucia przestały być rasistowskie jeśli całe środowisko takie jest?

    Człowiek może przejąć zasady i wzorce społeczne ale odrzucające je i tak pozostaje w kręgu innych wzorców, podstawowe pojęcia, które pozwalaj nam myśleć, są rezultatem wychowania. Tworzenie nowych pojęć jest ogromnie trudne i zachodzi rzadko. Takie pojęcia jak ruch i rozumienie przyczyn ruchu kształtowały się przez tysiąclecia. Proste wydawało by się pojęcia zera czy liczby oderwanej od przedmiotów, które liczymy, zajęły ludzkości ogromnie dużo czasu. My przychodzimy na gotowe i rzadko coś nowego w sensie podstaw pojęciowych dodajemy. Abstrakcyjne myślenie jest niezwykle trudne i kształtowało się przez tysiąclecia. 10 tysięcy lat temu nie było pisma, nie było abstrakcyjnego myślenia. Indywidualne cechy wpływają na naz charakter, większość to predyspozycje genetyczne.

    • Piotr Mądry says:

      Kiedy teraz klikam w klawisze komputera to jeszcze nie wiem o czym zaraz napiszę ale już wiem, że to ma być najbardziej niewyobrażalne coś, czego jeszcze nikt nie widział i co wogóle nie istnieje. Co by to mogło być? Wprawdzie już mi się w głowie kołatało coś różowego, zawiniętego, splątanego… Ale nie. Jednak może coś innego. Na przykład niekształtna masa piankowa koloru seledynowego unosząca się i wyrzucająca z siebie zielone kulki … Nie. Nie potrafię. Czyżbym miał tak słabą wyobraźnię? Nie potrafię opisać tutaj czegoś, czego nie potrafił bym sobie wyobrazić. Dlaczego? Dlatego, że człowiek nie potrafi opisać czegoś o czym by wcześniej nie pomyslał. i odwrotnie – o czymkolwiek pomyśli to wyobraża sobie to coś i widzi to w wyobraźni. Co prawda – ne istnieje AKURAT TA seledynowa pianka ale seledynowa pianka gdzieś istnieje lub mogła by istnieć lub kiedyś ją widziałem. Niech ktoś spróbuje opisać coś, czego nie potrafił by sobie wyobrazić. Nie ma takiej możliwości! Jeśli więc coś sobie wyobrażamy to posługujemy się już widzianymi materialnymi rzeczami, które przekształcamy na różne sposoby tworząc inne ale wciąż wyobrażone obiekty. Niech mi nikt nie mówi, że pomyślał o czymś mało konkretnym, mglistym aż tak, że nie wiadomo co to jest. Wtedy po prostu zaczął mgliście i zakończył ten proces myślowy – nic konkretnego nie przyszło mu do głowy. Na wstępie napisałem, że nie wykraczam poza materię. Każdy obraz wyobrażanego przedniotu to miliony albo i więcej impulsów w synapsach komórek mózgu, gdzie ten wyobrażony przedmiot uzyskał swą reprezentację, gdzie “siedzi” i “żyje” w tym sensie, że w każdej chwili zmieniam jego parametry. To jest większy, to mniejszy, zmienia kolor, fakturę, rodzaj ruchu. Tak dynamiczny obraz zająłby bardzo dużo miejsca w komputerze, który miałby zasymulować jego zaistnienie. To już byłyby terabajty danych. Ale jak wiadomo nasze mózgi mają niewyobrazalnie większe możliwości niż najlepszy komputer zbudowany na Ziemi. Więc w tym sensie jest to materialny obiekt, że jego dokładny odpowiednik dzięki materialnemu mózgowi, jego materialnym komórkom, materialnym procesom chemicznym w synapsach wywołujacym materialne wyładowania elektryczne służące komunikacji z innymi komórkami poprzez ich synapsy mającej za zadanie uzgodnienie i zapamiętanie właśnie tego wzoru. Tak – zapamiętanie abym w każdej chwili mógł zapytać je o ten przedmiot i natychmiast uzyskać spowrotem jego obraz w wyobraźni. To pamiętanie mózg przechowuje w tym samym miejscu, gdzie je sobie ulokował. W zestawie tych samych komórek. Gdy wracamy do tego obrazu to ślad w mózgu się utrwala więc następnym razem już łatwiej do niego docieramy. Bywają tak często powtarzane wyobrażenia lub obserwacje, że ich nie zapominamy przez całe życie. Oblicze mamy na przykład. Mniej ważne i rzadko “odwiedzane” obrazy stopniowo ulegają zatarciu. Zestaw komórek, który zajmował się utrzymaniem takiego obrazu został wykorzystany do innego zadania. Efekt słabszej i mniej dokładnej pamięci oznacza, że jakaś część komórek odpowiedzialna za to zadanie została zaangażowana w innym celu. Gdy tak się dzieje – możemy sobie coś jeszcze przypomnieć ale już z błędami i wtrąceniami z innych procesów pamięciowych, które weszły na ten obszar. Zadziwiające, że to coś różowego mocno splątanego nadal mam w myślach mimo, że szybko porzuciłem tę myśl. Więc przez to, że znów sobie o tym przypomniałem może się utrwalić na tyle, że zapamiętam to dłużej mimo, że takie nie dokończone, mało konkretne, lekko wyblakłe…

      Jakie błedy popełniłem w tym rozumowaniu?

      • wduch says:

        Często mamy problemy w z wyobrażeniem sobie tego, co potrafimy opisać, tak jest szczególnie w abstrakcyjnych działach nauki. Opisujemy jakiś system z wieloma regułami i próbujemy coś sobie wyobrazić ale nie wychdozi, więc probujemy to udowodnić krok po kroku.
        Wielu ludzi ma słabo roziwniętą wyobraźnię, więc nie widzą wiele w wyobraźni, jak Pan to określił.
        “nasze mózgi mają niewyobrazalnie większe możliwości niż najlepszy komputer zbudowany na Ziemi” – zależy pod jaim wzgłedem … gorzej pamietają, gorzej liczą, gorzej rozwiązują problemy wymagające analizy dużej ilości infromacji, głębokiego rozumowania (szachy) czy skojarzeń (wygrana Watsona). Są rzeczy, w których mózgi są lepsze niż komputery, ale jest ich coraz mniej …

        Większość ludzi nie radzi sobie dobrze z myśleniem. Zapytani: jeśli piłka i paletka kosztują 110 zł a kij kosztuje 100 zł więcej niż piłka to ile kosztuje piłka?

  5. Adam Zalewski says:

    Zaskakujacy artykuł. Przyzwyczaiłem sie do naukowych analiz Pana Profesora i nagle taki filozoficzny temat! Nie wiem, czy człowiek został stworzony na podobieństwo społeczności ludzi, w której się wychowuje. Myślę, że po prostu przejmuje zazwyczaj jej zasady i tradycję. Może Profesor Duch zalicza te zjawiska do aktu stworzenia. Ja nieco inaczej widzę to zagadnienie. Nazwałbym je zespołem uwarunkowań, tworzących nasze zachowania. Moją tezę potwierdzają fakty ze wspomnianej pozycji Anne Colby. Wychowana w określonym środowisku, znajduje w sobie siłę do przełamania obowiązujących zachowań. Toczy wewnętrzną walkę, co świadczy, zgodnie z założeniem Profesora, o sile nakazów środowiska. Jednak to, co pisze Colby, nie do końca mnie przekonuje.Oto przykład. Anny twierdzi : “Nigdy nie podejmowałam świadomie decyzji…” Dostrzegam tutaj niekonsekwencję – być może nieprzemyślaną. Wysłanie dzieci na Północ, celem edukacji, nie moglo być decyzją niezamierzoną. Nic w sensie “Tak jakoś samo wyszło”. Dostrzegam coś odwrotnego – logikę działania, swoistą strategię, czy mechanizm obronny.
    W krótkiej konkluzji chciałbym podkreślić fakt, że istotnie prawa społeczności mają wpływ na życie jednostki, lecz przeczę, by stanowiły wzorzec jej tworzenia. Gdyby tak było, nie powstalyby postaci pokroju Anne i wielu innych. Człowiek nie został stworzony na podobieństwo społeczności. Może przejąć jej zasady i wzorce, lecz posiada zdolność do samodzielnego myślenia i stanowienia o własnym życiu. Te pozorne sprzeczności, paradoksalnie potwierdza sentencja Profesora Ducha, że “Z tej samej materii można ulepić Gandhiego i Pol Pota”. Zaprzecza ona teorii stworzenia na wzór społeczności, sklaniajac mnie ku opinii, że fakt, kim jesteśmy, zależy od wielu czynników, z których za najistotniejszy uważam indywidualne, absolutnie nie społeczne cechy, decydujące o naszej osobowości oraz przekonaniach. Zostaliśmy stworzeni jako gatunek, obdarzony możliwością abstrakcyjnego myślenia. Tylko, czy może aż tyle.

    z poważaniem

    Adam Zalewski

Zostaw odpowiedź

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s